poniedziałek, 29 czerwca 2015

Magdalena Parys - "Tunel"

źródło
TYTUŁ: Tunel
AUTOR: M. Parys
WYDAWNICTWO: Świat Książki
DATA WYDANIA: 2011
STRON: 288


Rok 1981, NRD i RFN - Berlin podzielony, wielki mur oddzielający rodziny, przyjaciół, po jednej stronie szaro i buro, po drugiej wolność. To w takich czasach przyszło żyć naszym bohaterom, braciom - Franzowi i Romanowi - jeden po wschodniej stronie, drugi po zachodniej. Gdy rodzice już nie żyli a bracia zostali sami, mając tylko siebie, Roman postanawia za wszelką cenę  wydostać Franza z Berlina wschodniego - wpada na pomysł wykopania tunelu od murem. Franz bardzo zapalił się na ten pomysł, chciał uciekać, zapał Romana osłabł, ale skompletował ekipę która kopała. Jednak wszystko było dziwne, za łatwo im szło, nikt o nic nie pytał, a Franz zaraz po ucieczce został dyrektorem szkoły - Alfredem - dziwne, jakim sposobem?
Po latach jeden z tych co kopali - mały Piter chce rozwiązać zagadkę śmierci jednego z kolegów - Klausa, wtedy głównodowodzącego kopaniem tunelu. Czy te sprawy mogą mieć coś ze sobą wspólnego? Jak wtedy było naprawdę?  Co się wtedy wydarzyło?

Cała książka to wspomnienia kilku osób, tych co kopali, lub w inny sposób byli powiązani, niby oddzielne historie, ale łączą się w całość, jak pasujące do siebie elementy układanki.  Wspomnienia o ucieczce, o wojnie, o życiu w podzielonym Berlinie - wschodnim i zachodnim, o strachu - który pozostał do dziś, o miłości, wywiad, tajna policja, przemyt i tytułowy tunel.

Ja pamiętam tamte czasy, może nie tak dobrze, bo i co mogło interesować wtedy takie dziecko, ale obalenie muru to było wielkie wydarzenie, z zapartym tchem siedzieliśmy i oglądali w telewizji, był rok 1989.  Stał tak przez 28 lat, pochłonął wiele ludzkich istnień, rozdzielał rodziny i przyjaciół.
Autorka trzyma nas w napięciu od pierwszych kartek, wprowadza w nas w inny świat, którego już nie ma, poznajemy ludzi, rodziny i ich tajemnice oraz pragnienia, politykę rządzącą wtedy światem. Dobrze skonstruowana powieść obyczajowo - polityczna z elementami thrillera, ale powiem Wam że nie jest to książka dla każdego, trzeba wczuć się w ta atmosferę, trzeba wiedzieć co wtedy ludzie czuli, jak żyli. Dla tych co znają tamte czasy, będą to wspomnienia, czasami bolesne, dla innych będzie to spotkanie z historią. Warto przeczytać.

Moja ocena: 4,5/6


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
"Z półki"



czwartek, 25 czerwca 2015

Louisa May Alcott - "Małe kobietki"

źródło
TYTUŁ: Małe kobietki
AUTOR: Louisa M. Alcott
WYDAWNICTWO: MG
DATA WYDANIA: 2012
STRON: 306

Rodzina Marchów, przed laty wiodło im się dobrze, ale los bywa przewrotny, teraz liczą się z każdym groszem. Żyją skromnie, ale są rodziną bardzo się kochającą, rodzice wpajają swoim czterem córkom zasady (prowadzenie gospodarstwa domowego, szycie, skromność, modlitwa która ma dać im ukojenie i poprzez nią mają pracować nad swoimi charakterami), dzięki którym będą dziewczętami skromnymi ale z mnóstwem zalet. 

Mama - zwana Mamisią, pracująca i wychowująca swoje cztery córki. Zawsze jest przy nich i służy im dobrą radą, chce wychować swoje córki na dobre i pracowite dziewczęta, by w życiu były szczęśliwe. Ona sama to chodzące dobro, współczująca i dobroduszna, nie odmówi nikomu pomocy. Nie tylko mama dla dziewcząt, ale również ich powiernica i przyjaciółka, jej córki są dla niej najważniejsze, są jej światem.

Tata - kapelan, obecnie przebywa poza domem, uczestniczy w wojnie secesyjnej po stronie Unii. 

Meg - szesnastoletnia, najstarsza z córek państwa March, wyrastała na prawdziwą piękność. Lubi matkować młodszym dziewczętom, pracuje jako guwernantka - nie lubi swojej pracy, uwielbia luksus - suknie, pantofelki na wysokich obcasach, wesołe towarzystwo, przyjęcia, wyprawy, jednak rodzina nie jest majętna i Meg musi sama pracować. 

Jo - a właściwie Josephina, piętnastolatka która jest niczym chłopak, wszędzie jej pełno, posiadaczka pięknych długich włosów które były jej dumą, zarabia dotrzymując towarzystwa swojej starej ciotce March, miłośniczka książek - w przyszłości sama chce być sławną pisarką.

Beth - tak naprawdę Elizabeth, trzynastolatka, miła, spokojna, o cichym głosiku, ale z wielkim talentem do muzyki i śpiewu, pianino to jej życie. Całe dnie spędza w domu pomagając gosposi w jego utrzymaniu, tu się uczy, jest wylękniona i boi się ludzi, opiekuje się swoimi lalkami jak własnymi dziećmi. 

Amy - najmłodsza, z manierami wielkiej damy i słownictwem które nie zawsze jest odpowiednie do sytuacji, rozpieszczana co doprowadza ją do manii wielkości i próżności, marudząca.

Ameryka, zima, Boże Narodzenie, dziewczęta wspólnie zastanawiają się co sobie kupić za swoje skromne oszczędności, w końcu są święta, czas radości i prezentów. Jednak po wspólnych naradach postanawiają że każda kupi coś dla mamy od siebie. Wieczór, rozmowy z mamą i list od taty który jest jedyną nicią łączącą rodzinę. Dziewczęta za namową mamy, by kształtować swoje charaktery i pracować nad sobą będą w ciągu całego roku odgrywać "Wędrówkę pielgrzyma". I tak to poznajemy rok z życia czterech "małych kobietek", ich wzloty i upadki, łzy, pierwsze miłostki, tęsknoty, smutki i radości, braterską przyjaźń z osieroconym sąsiadem i jego groźnym dziadkiem, zabawy, psoty i figle. Widzimy również jak dojrzewają, jak kształtują się ich charaktery, jak z małych dziewczynek stają się małymi kobietkami.

Jestem ogromnie zaskoczona tą książką, spodziewałam trudnego języka, męczących opisów i nie specjalnie wciągającej fabuły, ale skusiłam się na nią bo w końcu to klasyka, a ja książki nie czytałam.
I co, jakże się myliłam - rewelacyjna książka, po prostu jestem nią zachwycona. Autorka zabrała nas do Ameryki w lata sześćdziesiąte XIX wieku, gdzie poznajemy niezwykłą rodzinę i jej przyjaciół. Język którego tak się obawiałam jest prosty i lekki, opisów bardzo mało, a cała fabuła interesująca i wciągająca, bohaterowie - wyraziści, ciekawi, wprost fascynujący, humor i interesujące dialogi. Jeżeli ktoś obawia się że w książce będzie za dużo umoralniających tekstów, że cała praca nad charakterami i pokładanie nadziei w Bogu będzie nudne i mało wciągające - nic bardziej mylnego. "Małe kobietki" mają w sobie ogromne pokłady nadziei, zabawy, humoru, oczywiście patriotyzmu, bo nie możemy zapomnieć że to czasy kiedy trwała wojna secesyjna. Czytając książkę czujemy jak z kartek bije ciepło i matczyna miłość, czuć ciepło domowego ogniska i więź która łączy rodzinę.
Jak już wspomniałam osobiście jestem książką zachwycona i tym którzy jej jeszcze nie czytali gorąco polecam, klasyka - ale taka którą warto przeczytać.

Z przyjemnością przeczytałabym dalsze losy bohaterek, ale nie wiem czy w Polsce były te książki wydane: "Małe kobietki. Dobre żony", "Mali mężczyźni", "Chłopcy Jo". Obszukałam internet i nie trafiłam na polskie wydania, może Wy coś o tym wiecie?

Plakat z filmu "Małe kobietki" z 1994 r.
źródło


"Małe kobietki" były kilka razy ekranizowane, ale do najbardziej znanej ekranizacji należy film z 1994 roku, gdzie reżyserem była australijska - Gillian Armstron. Film był nominowany do trzech Oskarów i je zdobył: dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej (Winona Ryder), za najlepszą muzykę filmową, za najlepsze kostiumy. Nie oglądałam filmu, ale na pewno będę chciała go obejrzeć, a jak widzicie na plakacie główne role zagrały same znakomitości.

Krótko podsumowując, świetna książka którą gorąco polecam i i nie ważne jaki macie gust literacki, to książka która na pewno Wam się spodoba.

Moja ocena: 6/6 







Za możliwość przeczytania książki dziękuję pani Dorocie z Wydawnictwa MG



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
"Z półki"



niedziela, 21 czerwca 2015

Katarzyna Pisarzewska - "Zbieg okoliczności"

źródło
TYTUŁ: Zbieg okoliczności
AUTOR: K. Pisarzewska
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
DATA WYDANIA: 2013
STRON: 408


Gosztowo, małe miasteczko niedaleko Warszawy. Tutaj stare miesza się z nowym, stare rodziny, mieszkańcy i nowo pobudowani. Różni ludzi, poglądy, zawody - spokojna cicha miejscowość, gdzie każdy wiedzie spokojny żywot. Do czasu ... 
Pewnego dnia na ulicy jednego z nowo pobudowanych osiedli zostaje znaleziona martwa kobieta - zamordowana, tego samego dnia wieczorem młody chłopak rzuca się pod pociąg - samobójstwo, jak się okazuje nie - to również morderstwo. Policja szuka powiązań, świadków, motywów, ale brak nitek, skojarzeń, nie mają czego się uchwycić, błądzą i szukają mordercy. A może morderców?
Jednocześnie w szkole podstawowej w klasie VI a dzieją się dziwne rzeczy, wygląda to niewinnie, ale jakby ktoś specjalnie w tej klasie prześladował dzieci: powieszony pies, erotyczne zdjęcia, karteczki z wyzwiskami. Kto i dlaczego uwziął się na te klasę?
Policjantka Maria i szkolna psycholog Anita łączą siły by wyjaśnić sprawy w szkole. Jednocześnie podczas śledztwa i szkolnego dochodzenia wychodzą na jaw różne skrywane prywatne i miasteczkowe tajemnice.

Ciekawa książka, co prawda nastawiłam się na kryminał ale sprawy się toczyły trochę niemrawo, niby było  śledztwo, ale nie ono odgrywało tu główną rolę. Ciekawie skonstruowane małomiasteczkowe, niemalże wiejskie społeczeństwo ich: przekrój, tajemnice, więzi rodzinne, koleżeńskie, romanse, podejście do życia, chęć wolności, wspomnienia, nastolatki i ich problemy, nasze wady i zalety. Autorka poruszyła również kilka poważnych tematów jak aborcja, czy pornografia dziecięca, ale te tematy były tylko muśnięte, również nie one były głównym tłem książki, a po prostu zwykłe więzi i relacje międzyludzkie. Całościowo czyta się lekko i szybko, język prosty, akcja w miarę utrzymuje szybkie tempo, ciekawa fabuła - wielowątkowa. Ogólnie interesująca książka i z przyjemnością ją przeczytałam, chętnie sięgnę po drugi tom, polecam.

Moja ocena: 4/6


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:



czwartek, 18 czerwca 2015

Anna Klejzerowicz - "Medalion z bursztynem"

źródło
TYTUŁ: Medalion z bursztynem
AUTOR: A. Klejzerowicz
WYDAWNICTWO: FILIA
DATA WYDANIA: 2015
STRON: 320

Podczas sprzątania i porządkowania rzeczy po babci, w starej komodzie Ewa z Andrzejem znajdują schowaną starą kopertę, po otwarciu wydobywają z niej medalion z bursztynem i list do mamy Ewy - Haliny. W nim to babcia Ewy - Maria wyjawia że, Halina jest hrabianką i nazywa się inaczej - w jej żyłach płynie niemiecka krew. Dla obu jest to szok, szukają pozostawionego przez Marię dziennika, by dowiedzieć się jej historii. Ale Halina boi się odkryć prawdy, podchodzi do tego z dystansem, dzieląc się z córką nielicznymi wspomnieniami z dzieciństwa i  tym że była adoptowana, ale ta wiadomość zawsze była jakoś pokrętnie przekazywana. Jednak Ewa chce poznać prawdę o swoich przodkach, wciągają do współpracy dziennikarza, który coś odkrywa - niespodziewanie ginie jadąc do nich, jego śmierć jest dziwna, tak jak przed laty śmierć dziadka Ewy. Pałeczkę w dochodzeniu po zmarłym dziennikarzu przejmuje jego przyjaciel. Od prowadzenia sprawy zaczynają się dziać wokół nich dziwne rzeczy: włamania, kradzieże, pobicia, a nawet morderstwa. Czy to może mieć coś wspólnego z medalionem? Czy ktoś chce ich zastraszyć? Czy komuś może zależeń na tym by prawda nie została odkryta? Komu i dlaczego? Czy przeszłość może być aż taka straszna?

To moje drugie spotkanie z autorką, pierwsze miało miejsce jakiś czas temu, gdy w moje ręce przywędrowała książka "List z powstania", która bardzo mi się podobała, a styl autorki przypadł mi do gustu. Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po następną jej książkę i nie zawiodłam się na niej.
Od pierwszych kartek czujemy narastającą zagadkę, tajemnicę skrywaną sprzed lat, która gdy ujrzy światło dzienne może wiele zmienić. Razem z bohaterami przemierzamy korytarze historii by odkryć tajemnicę i poznać przeszłość. Książka o miłości, zagadce, tajemnicy, wrogości, nienawiści, o poznawaniu siebie i nawiązywaniu na nowo relacji matka - córka, starych dziejach. Język prosty, brak zbędnych opisów, akcja dzieje się szybko, nie ma nudy i czyta się szybko, książka wciąga nas w swoja historię od pierwszej do ostatniej kartki - wciąga, jest interesująca. Kryminał z wątkiem historycznym, jeżeli interesuje Was poznanie historii medalionu z bursztynem to zapraszam do lektury.

Moja ocena: 4,5/6


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:



wtorek, 16 czerwca 2015

Olga Rudnicka - "Do trzech razy Natalie"

źródło
TYTUŁ: Do trzech razy Natalie
AUTOR: O. Rudnicka
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
DATA WYDANIA: 2015
STRON: 384


Odkąd poznały się, ich życie się zmieniło, każda inna a ... nazywają się tak samo - każda to Natalia Sucharska (tatuś był bigamistą i swoim córkom dawała takie samo imię, no przecież nie mogły mu się mylić). Po licznych perypetiach I wydarzeniach w życiu sióstr zapanował w miarę ład i porządek, ale tylko do czasu. Jeden wieczór i noc zmieniły znowu życie sióstr ze spokojnego w prawdziwy kataklizm. 
Anna - jest w ciąży, nie planowała, jest przerażona, obgryzła paznokcie!!! w jej oczach czai się przerażanie, a jej chłopak Marian zadał najgłupsze pytanie gdy dowiedział sie o dziecku "Czy to jego?". Magda - twarda z własnym image, mieszka z Natką i Darkiem swoim chłopakiem, jednak jej stabilizacja została zburzona - Darek się jej oświadczył, a ona ... uciekła z restauracji. Natka - najmłodsza z sióstr, była na wymarzonej randce, z facetem do którego wzdychały wszystkie dziewczyny na studiach, ona w skowronkach a on - poprosił o numer do jej siostry Magdy. Co zrobiły dziewczyny, no co mogły zrobić - w tę sama noc (zaznaczę że każda z osobna) przyjechały do Mechlina, gdzie mieszkały Natalia z trójką swoich dzieci i narzeczonym, oraz Nata - pisarka. W środku nocy, każda po kolei zjawiły się w domu, przy tym Natka wjechała Magdzie w tył samochodu. Co może wydarzyć się w domu, gdy pod jednym dachem zjawia się pięć sióstr Sucharskich - jak nazwali by to ich panowie - zlot czarownic. Ale nasze kochane panie w końcu są siostrami, a całe zło świata przez kogo - no wiadomo, przez mężczyzn, dlatego nieoczekiwanie wyjechały na wakacje - do Międzyzdrojów, zostawiając panów z dziećmi, domem i całym ambarasem którego narobili. Miały wypoczywać, leżeć, czytać, zwiedzać, ale nie były by sobą gdyby nie wpakowały się w aferę kryminalną, (trup, włamania, porwanie) która będzie miała swoje zakończenie w ich rodzinnym domu. Z Międzyzdrojów do Mechlina - to nie może być zwykła sprawa :)

TAK, TAK, TAK :) kocham siostry Sucharskie - kobiety z pazurem, barwne i nietuzinkowe, z ciętymi językami. I podobnie jak w poprzednich dwóch częściach - "Natalii 5" i "Drugi przekręt Natalii", tak i w tej wartka i wciągająca akcja od pierwszej do ostatniej kartki, pełna humoru, świetnych dialogów i niecodziennych, dziwnych i wesołych sytuacji. Główne role odgrywają Natalie, choć w tej części i ich panowie mieli dużo do powiedzenia :) a dzieci nie pozostają w tyle :) Kryminał z humorem to jest to co bardzo lubię, a ta książka zapewniła mi lekki, wesoły i relaksujący wieczór :) Wiem za dużo uśmieszków ale gdy spotykam siostry S. to nie mogę się powstrzymać od śmiechu - są rewelacyjne - polecam i zachęcam Was do sięgnięcia po trylogie o siostrach S. - macie gwarantowany relaks.

Jednego tylko nie mogę przeboleć i jest mi z tym bardzo smutno, autorka zapowiedziała że to ostatnie spotkanie z siostrami Sucharskimi  buuuuuuuu - ale dała też nadzieję, że może w przyszłości spotkamy Natalie staruszki :) lub bliżej poznamy latorośle sióstr Sucharskich :) czekam :)

Moja ocena: 5/6

Książę przeczytałam w ramach wyzwań:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...