wtorek, 31 lipca 2012

Michael Ondaatje - "Angielski pacjent"

źródło
TYTUŁ: Angielski pacjent
AUTOR: M. Ondaatje
WYDAWNICTWO: C&T
STRON: 236
DATA WYDANIA: 2001  

Utkana z niedomówień i nastrojów poetycka opowieść, która zaczyna się pod koniec drugiej wojny światowej, w zrujnowanym pałacu na południu Włoch. Kanadyjska pielęgniarka, Hana, opiekuje się bezimiennym pacjentem, którego płonący samolot rozbił się na Saharze. Ciężko poparzonego uratowali Beduini i przetransportowali do szpitala. Hana otacza go troskliwą opieką, czyta mu książkę, która może być kluczem do poznania jego przeszłości. Pamięć niezwykłego pacjenta stopniowo powraca i odkrywa jego mroczną tajemnicę. Hana towarzyszy mu w ostatnich dniach próbując zapomnieć o swoich bolesnych przeżyciach. „Angielski pacjent” jest historią miłości uwikłanej w okrucieństwa wojny, uczucia niespełnionego, z góry skazanego na przegraną. Najpiękniejszy romans XX wieku... Na podstawie powieści nakręcono film. (źródło opisu)

Nie wiem czy to co zamierzam napisać to recenzja, czy raczej opinia ... no ale niech będzie. Po książkę sięgnęłam w 2010 roku - czyli jakiś czas temu, ale zrobiła na mnie takie ... wrażenie, że postanowiłam się z Wami podzielić moimi refleksjami i przemyśleniami.

O samej książce i autorze usłyszałam przy okazji nakręcenia filmu na podstawie książki, pod takim samym tytułem. Sięgnijmy pamięcią było to w roku 1996 - film zdobył Oscara w 1997 roku za najlepszy film, w sumie zdobył 9 Oscarów - no więc można powiedzieć tak potocznie że hicior. Nie wymieniając innych festiwali w 1997r. film zdobył razem 15 różnych nagród (cyfra bez Oscarów) - ach więc hicior nad hiciorami. Filmu niestety nie oglądałam, ale wiele koleżanek strasznie film zachwalało. Więc ja mimo wszystko chcąc zapoznać się z tą pozycją - dodam że jakoś książki o wojnie mi nie leżą, no ale w końcu  film był bardzo dobry więc książka na pewno też, więc postanowiłam kupić książkę, oczywiście przyznam się że odczekałam chwilę po jej wydaniu i zakupiłam ją w antykwariacie około 2008 roku za 10 zł. Uradowana swoim super zakupem (w autobusie przeczytałam notkę wydawcy i brzmiała zachęcająco),wróciłam do domu i książka powędrowała na półkę czekając na swoją kolej. Jej czas nadszedł w 2010 roku ...

Mamy rannego żołnierza, którego opatruje pielęgniarka (przecież pielęgniarki od tego są), poświęca się zostając z rannym żołnierzem kiedy likwidują szpital i nadal go opatruje, czyta mu książki ... on ma jakieś przebłyski, wspomnienia - poznajemy jego historie zestrzelenia nad pustynią. Potem dołącza do nich hinduski saper ... dziewczyna - pielęgniarka coś wspomina i ................

I ........... i na tym koniec, czytałam te książkę dwa tygodnie, to było bardzo długie, męczące, nudne, ciężkie 14 dni. Doszłam do 88 strony i książka powędrowała na półkę, nigdy do niej nie wrócę. Nie mogłam przez to przebrnąć i strawić, język, słownictwo. Zastanawiałam się jak ktoś przebrnął przez tę książkę, dostrzegł w niej potencjał, napisano scenariusz i powstał film - hicior. Po czytaniu tej książki przeszła mi ochota na oglądanie filmu, choć powinnam go oglądnąć żeby chociaż porównać i zobaczyć czy ten film zasługiwał na tyle różnych wyróżnień i statuetek, bo książka na pewno nie. No oczywiście moja ocena to 1/6 bo nie mogłabym dać więcej.
Mimo wszystko książka została w mojej pamięci jako ta, przy której zrobiono wiele szumu za sprawą filmu, a sama jest kiepska.

Dlaczego do niej wróciłam, bo zastanawiam się czy Wy czytając tę książkę mieliście takie same odczucia, czy Wam się podobała? ... może Tylko ja mam taki wypaczony gust literacki.

21 komentarzy:

  1. Nie spodziewałam się tego po tej pozycji. Zwykle to jednak książka jest lepsza od filmu. Dobrze wiedzieć, że nie warto po nią sięgać. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam opinie ludzi którym książka bardzo się podobała, więc może warto spróbować i samemu się przekonać. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Och. Nie wiem, co powiedzieć... muszę sama się przekonać, czy z tą książką jest aż tak źle, jak piszesz:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na Twoją recenzję, bo jestem bardzo ciekawa Twojej opinii. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Książki nie czytałam.Oglądałam film, zresztą długi i podobał mi się ale też obsada była znakomita. Jeżeli film był tak długi to być może przez książkę trudno przebrnąć. Jakoś nie palę się do niej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam szczerze, że dawno, dawno temu sięgnęłam po tę książkę. Przeczytałam jakieś dwadzieścia stron i.....skończyło się jak u ciebie. Nie dałam rady. Mam jednak mocne postanowienie wrócić kiedyś do niej. Może tym razem się uda. Coś w niej musi chyba jednak być:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, wiem że nie jest ze mną aż tak źle :) Ja na razie na pewno do niej nie wracam. Gorąco pozdrawiam.

      Usuń
  5. książki nie czytałam, oglądałam jedynie film na jej podstawie
    czy sięgnę po pierwowzór? szczerze mówiąc - nie wiem

    OdpowiedzUsuń
  6. O filmie słyszałam, nawet nie wiedziałam że jest książka. Może kiedyś.. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeny, ja chyba w jeden dzień przeczytałam, spłakałam się i zaliczyłam do najwspanialszych książek, które kiedykolwiek przeszły przez moje ręce. Mam zamiar ją znowu niedługo czytać. Wprost uwielbiam tę pozycję. Ale jak widać gusta są różne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, gust są róże, cieszę się że Ci się podobała. Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Może uda mi się przeczytać. Filmu nie widziałam, więc mogę się śmiało zabrać jak co. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Książki ani filmu nie czytałam :) I nie wiem czy się odważę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja mam odczucia podobne do Twoich. Niestrawna, denerwująca pozycja głównie przez język. Tak mnie wkurzał, że chyba też nie dokończyłam, już nie pamiętam. A film jest świetny. Dopiero z niego zrozumiałam tak naprawdę o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może jednak kiedyś skuszę się na film. Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  11. Uwielbiam "Angielskiego pacjenta". Co prawda, o dziwo, bardziej film niż książkę (którą przeczytałam po obejrzeniu filmu). Obejrzałam głównie ze względu na Fiennesa, którego od wielu, wielu lat uwielbiam, ale tak czy inaczej warto zobaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo mi przypadła do gustu ta książka, przepełniona niezwykłą poetyką. Zrozumiałe, że nie każdy lubi taki wyrafinowany styl. Tam każde słowo jest ważne. Pamiętam, że chwilę trwało zanim się przyzwyczaiłam, ale potem nie mogłam się już oderwać. Cudowne!

    OdpowiedzUsuń
  13. Książkę należy przeczytać w wersji oryginalnej.Tylko wtedy można docenić jej siłę wyrazu, mistrzowską narrację i cudowny styl Ondaatje oraz przekonać się, że jak to zwykle bywa - jest lepsza od filmu.Tłumaczenie Sadkowskiego to już nie porażka, ale wręcz żenada i hańba ! Nie wiem, jak można dopuścić do druku tak fatalne tłumaczenie takiego dzieła literatury bez uprzedniej korekty językowej."Tłumacz " nie tylko opuszcza całe pasaże, myli czasy i błędnie przekłada najprostsze słowa, ale pozwala sobie na własne wstawki,nie mające nic wspólnego z tekstem.Praktycznie co drugie zdanie jest przetłumaczone źle Ten pan powinien zająć się tłumaczeniem instrukcji obsługi suszarek do włosów, które i tak pomyliłby z pewnością z kuchenkami mikrofalowymi.Dlatego trudno się dziwić, że tak wielu czytelników jest rozczarowanych tą wspaniałą - ale niestety tylko w oryginale książką.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli mnie odwiedziłeś/aś, będzie mi miło jeżeli pozostawisz ślad w postaci komentarza. Komentarze wulgarne i anonimowe, będą usuwane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...