poniedziałek, 18 lutego 2013

Lutgard van Heuckelom - "Listy do Miriam"

źródło
TYTUŁ: Listy do Miriam
AUTOR: Lutgard van Heuckelom
WYDAWNICTWO: POLWEN
STRON: 120
DATA WYDANIA: 2006

Życie napisało wiele takich historii jak ta, jednakże niewielu ludzi decyduje się głośno o nich mówić. Listy do Miriam – listy matki do śmiertelnie chorej córki – mogą poruszyć nawet najtwardsze serca. Trzeba tylko mieć odwagę je przeczytać. Kto przyjmie zaproszenie do lektury tej intymnej rozmowy dwóch bliskich sobie osób, doświadczy nie tylko ich cierpienia i smutku, ale i odkryje, co to znaczy „wybierać życie”, co to znaczy godzić się z losem i niewzruszenie pokładać ufność w Bogu. 

To już mój ostatni list do Ciebie. Dopiero teraz tak naprawdę mogę się z Tobą pożegnać. Dopiero teraz mogę powiedzieć, jak wdzięczna Ci jestem za te osiemnaście lat szczęścia i radości. Przyszłaś na świat jako ofiara losu: wcześniak ważący tyle co piórko. Jednak odeszłaś od nas jak zwycięzca: promieniejąca, spełniona, doskonała. (…) Przedarłyśmy się razem przez tyle smutku i rozpaczy. Tyle bólu i cierpienia. Ale Ty zawsze byłaś ta silniejsza. Potrafiłaś pogodzić się ze swoim losem. Odważyłaś się złożyć siebie samą w ofierze, postawić krok w stronę Boga, zatonąć w jego ramionach. Przeszłaś przez wszystkie fazy ludzkich emocji. W ciągu zaledwie kilku lat dotarłaś tam, gdzie innym nie udało się dotrzeć przez całe długie życie. Złote dziecko. (źródło opisu)

Jak książka trafiła w moje ręce? ... powiem że czysty przypadek, bo szukałam książki do wyzwania ... gdybym wiedział o czym jest, czy sięgnęłabym po nią? ... pewnie nie - może kiedyś, dlaczego? ... bo to nie jest jakaś tam zwykła książka, mimo że ma tylko 120 stron, czytając ją targają nami ogromne emocje ... tak było ze mną ...

Tytułowa Miriam to wesoła, czternastoletnia dziewczyna, nastolatka, ciesząca się życiem, patrząca w przyszłość, ale wszystko pewnego dnia się skończyło. Zaczęło się od porannych wymiotów ... potem nagle podwójne widzenie ... guz mózgu ... operacja ... rak ... chemioterapia ... powrót do domu ... rehabilitacja ... powtórna nauka ... powrót do szkoły ... powrót do życia, przyjaciół, zabawy ... bóle ... powrót choroby ... operacja ...    rezygnacja ... czekanie ... śmierć.

Poznajemy Miriam w tej jej drodze, walce z chorobą, walce z przeciwnościami, ale nie z jej strony, tylko ze strony jej najbliżej osoby - mamy, która przedstawia nam swoją córkę, swój ból, swoje cierpienie, walkę, osamotnienie, łzy, bezsilność ... mama pisze listy do swojej córki, a my poznajemy ich historię, ich cierpienie.

Od pierwszych linijek tekstu w książce wiemy jak potoczą się losy Miriam, gdy czytamy listy jej mamy ... serce ściska się w bólu, tak było ze mną, choroba ... ból ... osamotnienie ... cierpienie (fizyczne i psychiczne) ... bezsilność ... ile można emocji i treści zawrzeć w listach zaledwie na 120 stronach. 
Tak, książkę czyta się bardzo szybko, ale nie o to tu chodzi, sama czytałam ją dwa razy pod rząd ... żeby zrozumieć, poczuć ... mimo że pierwsze myśli po przeczytaniu tej książki jakie nasuwały mi się to, skojarzenie z książką Erica Emmanuela Schmitta "Oskar i pani Róża" - oczywiście nie można ich porównywać ... ale o żadnej nie da się zapomnieć po ich przeczytaniu.

Moja ocena: 5,5/6



Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Pod hasłem"

21 komentarzy:

  1. lubię emocjonalne książki, ale forma listów nie szczególnie mi leży :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę chciałabym poznać. Nie wiem tylko czy zniosę te emocje. Od kiedy jestem matką, krzywda i ból dziecka boli mnie bardziej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja też raczej odpuszczam sobie takie książki, potem zawsze myślę o swoich dzieciach

      Usuń
  3. Czytałam zarówno "Listy do Miriam" jak i "Dziękuję, Ci Miriam". Obydwie części bolą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trudno to ogarnąć ... boli.

      Usuń
  4. Z chęcią bym ją kiedyś przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta książka wydaje się być bardzo trudna do czytania, ale i tak chętnie bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam, ta książka to prawdziwe wyzwanie, nie wiem czy jestem na to gotowa...

    OdpowiedzUsuń
  7. Kilka lat temu czytałam "Listy do Miriam" oraz "Dziękuję ci, Miriam". Bardzo smutne, wzruszające książki. Matka wierzyła, że córka wyzdrowieje, lecz niestety tak się nie stało. Dziewczyna miała zaledwie 18 lat, gdy zmarła...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem, czy dałabym radę przeczytać tak emocjonującą i wzruszającą książkę...

    OdpowiedzUsuń
  9. Niedawno skończyłam czytać pewną książkę, która mnie bardzo emocjonalnie wyniszczyła, ponieważ była to niezwykle brutalna, poruszająca historia, więc na razie nie mam ochoty na więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, po takich książkach trzeba przeczytać coś lekkiego, by nabrać wytchnienie i dystansu.

      Usuń
  10. Uwielbiam powieści pełne emocji! A tę tematykę lubię, mimo że jest smutna...

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękna okładka, treść pewnie też, choć przyznaję, że na ogół boję się takich książek. Lubię lektury, które wywołują u mnie emocje, ale czasem obawiam się, że będzie ich po prostu za dużo...

    OdpowiedzUsuń
  12. Tematyka książki bardzo poruszająca, ale że wiele już tego typu pozycji przeczytałam, to nie mam potrzeby nurzania się w takich emocjach.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zostałaś nominowana do Best Blog Award. Więcej tutaj http://storieschocolateandearrings.blogspot.com/2013/02/pleng-best-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Takie emocjonujące książki zawsze mnie pobudzają. Zapiszę sobie jej tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  15. Książka, która niesie dużo emocji.... lubię takie, ale czasami te emocje są trudne do 'przetrawienia' i bolesne.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli mnie odwiedziłeś/aś, będzie mi miło jeżeli pozostawisz ślad w postaci komentarza. Komentarze wulgarne i anonimowe, będą usuwane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...