sobota, 24 listopada 2012

Książka szuka domu!

Na mojej półce stoi książka, która szuka nowego domu. Niestety ja jej nie przeczytałam i nie przeczytam, więc szkoda żeby stała i zbierała kurz. Ta książka to:  

"Angielski pacjent" - Michael Ondaatje

moja opinia na temat tej książki i dlaczego jej nie przeczytałam TUTAJ. A jeżeli ktoś z Was ma ochotę na przygarnięcie i przeczytanie tej książki to zapraszam.


Zasady akcji:
  1. Organizatorką akcji jest autorka bloga Biblioteka Melanii
  2. Akcja trwa od 24.11.2012 - 25.11.2012 do godz 20:00
  3. Ogłoszenie wyników dnia 25.11.2012 po godz 21:00
  4. Aby wziąć udział w akcji należy pod tym postem wyrazić chęć przygarnięcia książki, tradycyjnie "Zgłaszam się".
  5. Po ogłoszeniu wyników, proszę osobę wylosowaną o adres do wysyłki na mój @ - melak@onet.eu, w temacie wiadomości należy wpisać "Książka szuka domu", na adres czekam do 26.11.2012, w razie braku adresu książka powędruje w inne ręce.
  6. W akcji mogą brać osoby zamieszkujące tylko na terenie Polski, nie wysyłam za granicę.
  7. Książka zostanie wysłana w ciągu 7 dni od podania adresu.
Zapraszam chętnych  do przygarnięcia książki :)

piątek, 23 listopada 2012

Dorota Combrzyńska-Nogala - "Drewniak"


TYTUŁ: Drewniak
AUTOR: D. Combrzyńska-Nogala
WYDAWNICTWO: MG
STRON: 260
DATA WYDANIA: 2012  

Pewnego dnia Łucja Nowakówna kupuje kolejne, ale za to wyjątkowo dizajnerskie śliwkowe buciory, rzuca chłopaka, wygodne mieszkanie i przeprowadza się do odziedziczonego po wuju drewniaka bez porządnej łazienki, ale za to z piecem i dzikim lokatorem. Do tego momentu, oprócz nudnego narzeczonego, miała tylko przyjaciela z dzieciństwa, napakowanego łysola Bronka Skrzętnego. Teraz zaprzyjaźnia się z nowymi sąsiadami: karlicą panią Marlenką, handlarzem antyków Władkiem Szuszfelakiem, synem zmarłej lokatorki wuja, filmowcem przyrody – Januszem Poniewieskim, a także patykowatą Basią z trójką podobnych do niej dzieci.
Łucja rysuje komiks, do którego potrzebuje marionetki. W tym celu udaje się do teatru lalkowego, gdzie poznaje bardzo przystojnego i uwodzicielskiego aktora Walerego Dębowskiego. Od pierwszych taktów wspólnie przetańczonego tanga jasne jest, że niesamowicie pociągają się wzajemnie, ale dziewczyna klasyfikuje go jako maczo i nie chce o nim myśleć.
W dodatku, w okolicy drewniaka zaczyna pojawiać się niezwykły klaun…(źródło opisu - okładka książki)

 Do książki ciągnęło mnie jak tylko przeczytałam o niej, czułam że to jest to co lubię, choć tliła się we mnie nutka niepewności, bo z dorobkiem autorki nie spotkałam się wcześniej. Więc gdy w końcu książka trafiła w moje ręce z zapałem zabrałam się do jej czytania ...

 Łucja Nowakówna  przeprowadza się do odziedziczonego po wuju drewniaka - dlaczego do drewniaka, domku bez wygód, bo dość ma swojego nudnego narzeczonego i życia z nim. Na uliczce gdzie stoi drewniak poznaje bardzo ciekawych i nietuzinkowych sąsiadów. Poznają się w dość niecodziennej sytuacji, na stypie po wuju. Mimo że Łucja nie znała wuja, to od razu go polubiła, okazał się mistrzem obuwniczym i robił dizajnerskie obuwie, takie jakie Łucja uwielbiała. Łucja w swojej części drewniaka nie miała łazienki, więc chciała jak najszybciej pozbyć się podnajemcy Janusza, który to likwidował mieszkanie po niedawno zmarłej mamusi, ale okazało się to dość kłopotliwe, bo Janusz tylko udawał pakowanie dobytku po mamusi. Ciągle wpakowywał się w dziwne kłopoty z których musieli go wyciągać. Ogólnie całe towarzystwo Łucji, okazało się bardzo rozrywkowe i z pomysłami np: bal noworoczny w takich przebraniach żeby nikt nikogo nie mógł poznać :) a co się wtedy działo ... uuuu ...długo by opowiadać :) Całe towarzystwo przypadło także do gustu przyjacielowi Łucji, Balero, który to po rozstaniu ze swoją dziewczyną bardzo często odwiedzał Łucję i to on przeją na siebie zawiadomienie żony Janusza, co się tu dzieje, chcąc nie chcąc, rozmawiali coraz więcej i pisali do siebie ... można powiedzieć że coś zaiskrzyło. W całe zacne towarzystwo wmieszał się tez Walery, według Łucji maczo, ale jaki ... mmmmm ... iskrzyło że hej :) a klaun? ... też niczego sobie :)
Niestety drewniak zostaje podpalony, wychodzą na jaw dziwne i nieznane tajemnice z życia mieszkańców, a do tego w piwnicy znajdują trupa  ... kto to jest?

Po skończeniu czytania stwierdzam że ... to jest to co lubię :) bardzo fajna, lekka i rozluźniająca książka. Autorka w bardzo ciekawy sposób bawi nas wesołą historią w której poznajemy ciekawych ludzi, z ich życiowymi historiami i dziwnymi nazwiskami. Choć jest przewidywalna jak się to skończy i kto jest klaunem (ja wiedziałam) to książka zapewnia nam mile spędzony czas ... ze śmiechem. Lubię takie książki poczytać dla odprężenia i rozluźnienia, jeżeli też takie lubicie to jest to lektura dla Was :) Polecam.

Moja ocena: 5/6





Za możliwość przeczytania książki dziękuję pani Dorocie z
Wydawnictwa MG




             



Książkę przeczytałam w ramach wyzwania

wtorek, 20 listopada 2012

Inge Lohnig - "Zapłatą będzie śmierć"

źródło
TYTUŁ: Zapłatą będzie śmierć
AUTOR: I. Lohnig
WYDAWNICTWO: initium
STRON: 352
DATA WYDANIA: 2012 


„Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć…” - List do Rzymian 6, 23.

Kobieta, która pragnie zapomnieć. Mężczyzna czujący powołanie.
Dziecko, które ginie bez śladu. A to dopiero początek…
Komisarz Konstantin Dühnfort tropi sadystycznego mordercę, który grasuje po bawarskiej prowincji i z mroku dziejów wydobywa na światło dzienne kary inkwizycji. Mieszkańców wioski paraliżuje strach, bo wiedzą, że zabójca jest jednym z nich. Czy Dühnfort znajdzie go, zanim ponownie zaatakuje? (źródło opisu - okładka książki)

Książka znalazła się w moich rękach, jeżeli dobrze pamiętam gdzieś w czerwcu tego roku, powędrowała na półkę, czekając na swoją kolej, długo przyszło jej czekać ... sięgnęłam po nią, gdy obok niej staną drugi tom z tej serii, pomyślałam "no tak nie może być, trzeba przeczytać pierwszy tom" ... 

Agnes Gaudera, kobieta która po bardzo ciężkim roku, utracie męża i córki, postanawia zacząć nowe życie, wrócić do zawodu, odnaleźć siebie. Przeprowadza się do Mariaseeon, małej wioski nad jeziorem Kirchsee, gdzie kupiła stary dom. Czuje że to w nim znajdzie ukojenie i zacznie nowy rozdział w życiu. Już w pierwszy wieczór po przeprowadzce, ktoś dzwoni do jej drzwi, to sąsiadka informująca o zaginięciu małego Jakoba. Agnes mimo początkowej niechęci przyłącza się do poszukiwań. 
Powiadomiona zostaje policja, do wioski przyjeżdża komisarz Konstantin Duhnfort, który wraz ze swoją ekipą przystępują do poszukiwać małego Jakoba.  A czas płynie, kto go mógł porwać? ... dlaczego? ... czy uda się go odnaleźć na czas? 
Podczas błagalnej mszy cała wioska jest w Kościele, Agnes nie idzie do Kościoła, wybiera bieganie, bez którego nie może żyć, los sprawił że biegnie w lesie za daleko, zbacza z wyznaczonej ścieżki ... i znajduje Jakoba. Zanosi go do Kościoła do rodziców, gdzie wszyscy byli zgromadzeni, gazety okrzykują ją Aniołem z Mariasseeon.  Lecz odnalezienie Jakoba to nie koniec, policja musi znaleźć porywacza ... ale czy na pewno tylko porywacza? Tak naprawdę to dopiero początek, w miasteczku dochodzi do brutalnych morderstw ... zostaje wymierzana kara za grzechy. Podczas śledztwa wychodzą różne mroczne tajemnice mieszkańców wioski, okazuje się że morderca jest wśród mieszkańców. Muszą się śpieszyć ... choć morderca umie dobrze zacierać ślady ... muszą być sprytniejsi od niego ... czy się im uda? ... czy uchronią mieszkańców przed fanatykiem? ... czy będzie więcej brutalnych morderstw?

Książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, wciągnęła już od pierwszych kartek. Bardzo dobrze skonstruowana fabuła, która stopniowo wprowadza nas w świat wioski i jej mieszkańców, napięcie które towarzyszy nam od początku do samego końca, bohaterowie którzy są bardzo dobrze nakreśleni, nie ma zbędnych męczących opisów. Zakończenie  ... mnie zaskoczyło, miałam kilka typów mordercy, ale tak naprawdę dopiero na samym końcu wszystko się wyjaśniło, kim jest morderca. Wspomnę że to debiut literacki autorki, więc tym bardziej dla niej dodatkowy plus za to, że tak potrafiła świetnie skonstruować fabułę że do końca nie było wiadomo, kto to jest.
Powiem jeszcze że ogólnie fabuła książki, bardzo przypomina mi kryminały skandynawskie: małe miasteczko, wszyscy się znają, morderca jest wśród mieszkańców, ona - on. Ale to dobrze, ja lubię kryminały skandynawskie. Na mojej półce stoi już druga część o komisarzu Duhnfort - "W białej ciszy", na pewno nie pozwolę jej tam długo stać nieprzeczytanej.
Gorąco polecam.

Moja ocena: 5/6

Baza recenzji Syndykatu ZwB





Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Trójka E-Pik"

sobota, 17 listopada 2012

Maria Kownacka - "Kajtkowe przygody"

TYTUŁ: Kajtkowe przygody
AUTOR: M. Kownacka
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia
STRON: 99
DATA WYDANIA: 1980

Nasz tytułowy Kajtek, to bocian, który po wypadnięciu z gniazda, był zbyt słaby i nie mógł polecieć razem z braćmi do ciepłych krajów. A tu zaczynają nastawać zimne dni, nasz Kajtek, postanowił zamieszkać w zagrodzie u Orczyków. Na podwórku zaczyna zaraz zaprowadzać porządki, aby wróble nie wyjadały zwierzętom jedzenia. Dzieci i dorośli bardzo go polubili, chodził z rodziną na wykopki, na grzyby do lasu, na zbieranie lnu, uczestniczył przy kiszeniu kapusty, nawet do mleczarni oddać mleko, i był traktorzystą. A i psoty się go różne trzymały, to chciał odgonić króliki i wpadł do dołu, to myśląc że to żaba chciał zjeść szmaciana lalkę, to podbierał chleb z masłem, a innym razem chciał podjeść ryb przeznaczonych do stawu. Tak to minęła zima naszemu Kajtkowi w obejściu Orczyków, a na wiosnę zaczęły wracać inne bociany, nasz Kajtek już nie czuł się taki samotny, wrócili bracia.

Czytając teraz tę książeczkę całkiem inaczej ją odebrałam niż będąc dzieckiem. Książka ciekawie przedstawia dawne życie na wsi, wykopki, prace w obejściu, zabawy dzieci bez telewizora czy komputera. Sama pamiętam z dzieciństwa wykopki u babci, jak piekliśmy potem ziemniaki na ognisku ... mmmmm ... pychota.  Bardzo ciekawa lektura.

Książkę przeczytałam w ramach akcji "Niezapomniane lektury z naszego dzieciństwa", 

czwartek, 15 listopada 2012

Joanna Chmielewska - "Studnie przodków"

źródło
 TYTUŁ: Studnie przodków
 AUTOR: J. Chmielewska
 WYDAWNICTWO: Krajowa Agencja Wydawnicza
 STRON: 287
 DATA WYDANIA: 1989

Roku pańskiego 1876 szesnastoletnia Katarzyna Bolnicka uciekła z domu. Ściślej mówiąc, nie z własnego domu, ale z wytwornej siedziby swoich hrabiowskich pociotków, gdzie nabierała ogłady i uczyła się eleganckich manier. Nakichawszy na ogładę i maniery, zmyliła straże i późną nocą wylazła przez okno w ogrodzeniu. Za dziurą czekał dziarski młodzian, dzierżący krótko przy pysku zniecierpliwione konie, łatwo zatem odgadnąć, po co Katarzyna uciekła. (źródło opisu - okładka książki)

Tym razem cała wesoła ferajna, naszych znajomych pań z książki "Boczne drogi" (recenzja), wyrusza do Woli, włości po prababci. Dlaczego właśnie tam? Gnana tam jest chęcią zdobycia informacji i zobaczenia bagienka gdzie znaleziona nieboszczyka z adresami wszystkich pań ... zaznaczmy że tylko pań. No właśnie, ale skąd obcy nieboszczyk miał ich adresy? ... no i po co? "... pojechaliśmy obejrzeć okolicę, gdzie popełniono morderstwo powiązane z rodziną przez adresy z niepojętych przyczyn. Zabrałyśmy ze sobą siostrę ojca, ciocię Jadzię, która w cichości ducha czuła się głęboko skrzywdzona faktem, że jej adresu nieboszczyk nie posiadał, i żywo interesowała się familijna sensacją." To musiało zostać wyjaśnione, no przecież tak nie może być żeby obce zwłoki, miały ich adresy. Tam od stryjecznego brata, Franka dowiedziały się że ich oczekiwał, bo już kilku obcych się pytało i on się ich spodziewał, a do tego tajemnica, ktoś komuś coś zabrał ... może schował ... ich rodzina powinna coś o tym wiedzieć ... trzeba to oddać. No i zrobił się rozgardiasz, co zabrane? ... komy? ... oni? ... co  i jak? 
Zamieszkując u Franka, chciały mu pomóc w obejściu a jednocześnie szukać bo jak powiedział ojciec Franka na łożu śmierci "Tutaj, tutaj ..." to COŚ musiało być w obejściu, więc zaczęły sprzątać za oborą, pewnego dnia stwierdziły że z tego sprzątania wcale im nic nie wychodzi, jak było tak jest, a nawet sterta śmieci rosła, ktoś nie chciał aby szukały ... ale nasze dziarskie panie idąc za ciosem i na przekór, a do tego wiedzione nadzieją że może jednak znowu studnia ... zaczęły rozkopywać studnie, gdzie tajemniczy, pętający się element ciągle im przeszkadzał, zasypując ... trup w obejściu  ... a żeby jeden ... . Trup, trupem w końcu nasze panie są już zaprawione w bojach i żaden obcy trup nie jest im straszny ... no tak ale czego mają szukać.
Pewnego dnia Joanna z Warszawy przywozi Michała Olszewskiego, który także ich szuka, opowiada im o testamencie ich praprababci Zofii Bolnickiej, która to zapisała ogromny spadek córce swojej córki Katarzyny, z całkowitym jej pominięciem, ... spadek ... to czego szukają i one i całe dziwne, obce, pętające się elementy to prawdziwy ... skarb.
No i tu się zaczęło, nadal trup ściele się gęsto, nielegalny ubój halabardą, rozkopywanie studni - a żeby jednej, prace polowe, wycieczka do Francji, przemyt ... ale czy naszym paniom uda się odnaleźć ich spadek?

"Do zachodu słońca udało nam się wykopać dół głębokości przeszło pół metra, nazajutrz zaś nasze osiągnięcie okazało się całkowicie zniweczone. Dół nie istniał, wypełniały go kamienie z ruinki. Zostałam siłą wyrwana ze snu i dowleczona za oborę, gdzie nad zasypaną dziurą bulgotały rodzinne temperamenty. Teresa wymyślała swoim siostrom od tępych dyń, zakutych pał i kapuścianych głąbów, dopytując się natrętnie, kiedy im wreszcie zaświta, że tu jakiś zbir zakrada się noc po nocy z niedwuznacznym zamiarem wymordowania całego społeczeństwa.Ciocia Jadzia z wypiekami na twarzy pryskała aparatem, bąkając przy tym nerwowo jakieś przypuszczenia co do Lucyny, która jak wiadomo lubi latać po nocy, a inwencji nigdy jej nie brakowało. Lucyna wyłącznie dla draki rzuciła podejrzenie na mnie, twierdząc, że podstępnie stwarzam sensacje niezbędne mi do następnej książki. Teresa zaczęła się wahać co do zbira. Jędrek chichotał na uboczu. 
W moją mamusię wstąpiło nagle złe i odezwał się w niej charakter przodkiń.
- Wszystko mi jedno, kto to robi, ja temu łobuzowi nie daruję! - rzekła mściwie i z zaciętością - Jędrek, wydłubujemy to!
Jędrek od razu przestał się śmiać. ... "

Tak, następna książka pani Joanny Chmielewskiej przy, której spędza się miły i wesoły wieczór. Dialogi po prostu nas rozśmieszają do łez, a i same opisy dziwnych zachowań całej rodzinki są doskonałe :) Nic dodać, nic ująć, nie ma co opisywać, książkę trzeba przeczytać. Gorąco poleca.

Moja ocena: 5/6

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań "Z półki", 





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...